O mnie
Warzę mydło od 2016 roku. Liczę ług na kartce, prowadzę zeszyt warów i mam bliznę, która przypomina mi, dlaczego.
Nazywam się Hanna Ziółkowska. Mam czterdzieści cztery lata, mieszkam w Bydgoszczy na Kapuściskach, w bloku, i mydło warzę w kuchni przy otwartym oknie. Ten blog jest o chemii tego procesu — o wartościach SAP, o wyliczaniu ługu, o tym, dlaczego kostka wychodzi taka, jaka wychodzi.
Nie jest o skórze. I to jest pierwsza rzecz, którą chcę tu wyjaśnić, bo wygląda na sprzeczność.
Dlaczego pielęgniarka nie pisze o skórze
Z zawodu jestem pielęgniarką. Pracuję na oddziale, na zmiany, od dwudziestu lat. Można by pomyśleć, że akurat ja powinnam pisać, co mydło robi ze skórą — mam przecież medyczne wykształcenie.
Jest dokładnie odwrotnie. Właśnie dlatego tego nie robię.
Wiem, gdzie kończą się moje kompetencje. Skóra to nie jest moja dziedzina, a nawet gdyby była, to blog nie jest miejscem na porady, które ktoś weźmie za diagnozę. Wiem też, jak łatwo zdanie napisane przez osobę „z medycznym tytułem" jest brane poważniej, niż na to zasługuje. Ktoś przeczyta jedno zdanie o tym, że kostka komuś w czymś „pomaga", zobaczy przy tym słowo „pielęgniarka" i potraktuje to jak zalecenie. Nie zamierzam być powodem, dla którego ktoś odłoży wizytę u specjalisty, bo „przecież pani z bloga o mydle napisała".
Więc nie napiszę Ci, co ta kostka zrobi z Twoją skórą. Nie wiem, a mam zawód, w którym za zgadywanie się nie płaci. Napiszę Ci, ile w niej jest wolnego tłuszczu, jaki ma profil kwasów i dlaczego się rozwarstwiła. To akurat wiem i to da się policzyć.
Jak się zaczęło
W 2016 roku koleżanka z pracy przyniosła mi kostkę „domowego mydła", którą dostała na jakimś kiermaszu. Po tygodniu w mydelniczce kostka zaczęła się rozpadać na warstwy i puszczać tłustą ciecz. Koleżanka machnęła ręką, ja nie umiałam. Chciałam wiedzieć, dlaczego to się stało.
Odpowiedź zajęła mi dwa lata i mniej więcej trzydzieści zepsutych warów. Okazało się, że mydło to jest chemia, którą da się policzyć — że rozwarstwienie ma przyczynę, że twardość bierze się z konkretnych kwasów tłuszczowych, że ług liczy się z wartości SAP, a nie „na oko". Im więcej liczyłam, tym mniej warów wyrzucałam. To mnie wciągnęło bardziej niż samo mydło.
Prowadzę zeszyt warów od pierwszego. Numer, data, oleje, procenty, przetłuszczenie, stężenie ługu, temperatura, forma, wynik po leżakowaniu — łącznie z tym, kiedy wyszło źle. Mam ich teraz grubo ponad setkę. Liczby, które podaję na tym blogu, pochodzą z tego zeszytu albo z literatury przedmiotu, i staram się zawsze zaznaczać, z którego z tych dwóch.
To nawyk z pracy. Na oddziale procedury się spisuje i podpisuje, a nie zapamiętuje. Przeniosłam to na mydło i okazało się, że pasuje jak ulał.
2019
Muszę o tym napisać, bo to jest powód, dla którego o BHP ługu piszę tak, jak piszę.
W marcu 2019 robiłam war na półtora kilograma tłuszczów. Roztwór ługu miałam już rozpuszczony, stygł w plastikowym dzbanku, jeszcze ciepły — miał ze sześćdziesiąt stopni. Przelewałam go z dzbanka do garnka z olejami. Dzbanek był śliski od pary, obsunął mi się w dłoni. Chlust roztworu poszedł na przedramię.
Miałam rękawice. Miałam długi rękaw — roztwór wszedł między rękaw a rękawicę, na odsłonięty pasek skóry. Czego nie miałam, to gogli. Bo przecież „to tylko przelanie, nie mieszanie". Jedna kropla trafiła mnie w policzek, dwa centymetry pod okiem.
Przedramię: dwadzieścia minut pod bieżącą letnią wodą, potem SOR, potem trzy tygodnie opatrunków. Została blizna, jasna, wielkości znaczka pocztowego — mam ją do dziś i widzę ją za każdym razem, kiedy odważam ług. Oka nie trafiło. Podkreślam: nie trafiło, a nie „uchroniłam". To był przypadek. Dwa centymetry w inną stronę i pisałabym ten blog inaczej, albo wcale.
Wniosek zmieścił mi się w jednym zdaniu i powtarzam go sobie do dziś: rękawice chronią to, co da się wymienić. Gogle chronią to, czego się nie da. Od tamtego dnia nie dotykam ługu bez gogli. Nawet żeby przesypać. Nawet „na chwilę". Cała procedura, której się trzymam, jest rozpisana na karcie BHP ługu.
Czego tu nie znajdziesz i czego nie sprzedaję
Nie sprzedaję mydła. Nie sprzedaję surowców ani ługu. Nie prowadzę kursów, nie mam kodów rabatowych, nie zarabiam na tym, że coś polecę. Piszę, bo lubię, kiedy liczby się zgadzają, i bo w tej niszy jest zadziwiająco dużo rzeczy przepisywanych bez sprawdzenia.
Nie znajdziesz tu porad zdrowotnych, mydła „na coś" ani obietnic, co która kostka zrobi z Twoją skórą. Nie znajdziesz też przepisów krok-po-kroku ze zdjęciami każdego etapu — bo dobrego mydła nie robi się przez naśladowanie ruchów z fotografii, tylko przez zrozumienie, co się dzieje w garnku i dlaczego.
Znajdziesz tabele SAP, które są policzone, a nie przepisane. Wyliczenia ługu rozpisane do dziesiątych części grama. Diagnostykę wad — co widać, co to znaczy, co poszło nie tak. I ostrzeżenia o ługu wszędzie tam, gdzie ług się pojawia, bo mam bliznę, która mi przypomina, że to nie jest „taka soda".
Jeśli coś tu jest niejasne albo znajdziesz błąd w rachunku — napisz: kontakt@lugisoda.pl. Błąd w wartości SAP poprawię tego samego dnia, bo na tym blogu to jest błąd, który może kogoś sparzyć.
Źródła
Karty charakterystyki, tabele SAP z literatury przedmiotu, klasyfikacja ECHA. Nie cytuję poradników sklepowych, bo tabela SAP przeklejona z bloga, który przekleił ją z innego bloga, nie jest źródłem.